Po szybki reserchu postaci jakie występują uznałem, że nie ma wśród nich Kapitana Ameryki. Znaleźliśmy sklep z przebraniami na halloween, gdzie za 80$ kupiłem całkiem niezły strój. Była to godzina późnowieczorna ok 22:00, przebrałem się w strój i BOOM… 20$ w 1,5 godziny! Byliśmy w szoku, ale byliśmy również w pozytywnym entuzjazmie. Wróciliśmy do pokoju, przespaliśmy się z tym co się wydarzyło, następnego dnia dogadaliśmy się z Januszem, że pozwoli nam zostać tydzień dłużej w pokoju, albowiem nie był chętny na dłuższe podnajmowanie kwatery ( może bał się, że nie będziemy wypłacalni?). Za dosłownie ostatnią kasę kupiliśmy strój Supermana dla Rafała.

Od tego momentu za dnia jeździliśmy na clining service a wieczorami od ok. 18 byliśmy na alei gwiazd w Hollywood, gdzie jako Captain Ameryka i Superman pozowaliśmy do fotek z turystami za napiwki. Początkowo zarabialiśmy ok 60 / 80 $ za wieczór na dwóch, ale z każdym dniem nie dość, że lepiej się bawiliśmy w naszych rolach to zdobywaliśmy większe doświadczenie co przekładało się na wyższe napiwki oraz większe zainteresowanie u turystów.

Po tygodniu pracy nasza średnia podskoczyła do ok 120$ za wieczór co było już dla nas dobrą perspektywą, bo dawało możliwość odłożenia na mieszkanie. Poprawiły się nasze perspektywy, zaczęliśmy lepiej jadać a w wolnych chwilach zwiedzaliśmy, uzyskaliśmy pewien komfort i spokój. Wszystko zaczęło się dobrze układać, ale problem znowu się pojawił gdyż nie znaleźliśmy mieszkania a aktualne musieliśmy opuścić. Uznaliśmy, że prześpimy się w aucie dobę może dwie i w tym czasie poszukamy czegoś na następny miesiąc. W dalszym ciągu robiliśmy w clinig serwisie i jeździliśmy kawał drogi na zlecenia. Zapakowani w Chevroleta Metro w walizki z ciuchami oraz cały sprzęt z clining serwisu ( dwa wiadra, dwa odkurzacze, mnóstwo środków czystości) jeździliśmy tak z dwa dni, zęby i włosy myliśmy podczas serwisu sprzątającego w momencie gdy dochodziło do sprzątania łazienki, tak samo z ładowaniem telefonu. Po serwisie jechaliśmy na robotę superbohaterów.

Po drugim dniu spania w aucie i roboty na Hollywood Blvd przyszedł mi do głowy kolejny szalony pomysł. Była godzina 24:00
” Jedźmy do Las Vegas ” powiedziałem do Rafała, długo nie musiałem czekać na jego odpowiedź. Szybko podłapał temat, a że kompletnie nic nas nie trzymało w LA, to stwierdziliśmy ‚JEDZIEMY ‚. Na stacji kupiliśmy mapę, słodycze na drogę. Pamiętam jak dziś, że całą drogę śpiewaliśmy różne kawałki, byliśmy w jakimś niesamowitym amoku przez kilka godzin.

Po 5h ok 5:00 rano byliśmy w Las Vegas. Zakwaterowaliśmy się w motelu za 20$ za osobę, warunki luksusowe w porównaniu z dwoma noclegami w aucie. Będąc w Vegas, grzechem było by nie zagrać w jednym z lokalnych kasyn, więc zrobiliśmy to. Tu niestety nie ma pięknej historii, albowiem postanowiłem pierwszy raz w życiu usiąść do stołu z pokerem texas holdem i bardzo szybko przegrałem ponad 100$, Rafał męczył przy innym stole też w pokera, potrwało to u niego kilka godzin, ale również przegrał cały budżet jaki przeznaczyliśmy na zabawę hazardową. W Vegas byliśmy 2 noce, 3 dni. Z racji, że nie pomnożyliśmy kasy to żywiliśmy się w MC Donald. Ale co zobaczyliśmy i przeżyliśmy to nasze. Nasz powrót już nie miał nic związanego z entuzjazmem.

Nikt nie śpiewał, a jak dobrze pamiętam to Rafał spał całą drogę. W kieszeni mieliśmy dokładnie 7$ ! w bagażniku mopy i odkurzacze a na tylnym siedzeniu walizki. na szczęście pełen bak paliwa – tego nie dało się przegrać w kasynie :). Wróciliśmy do Los Angeles i do naszych dwóch zajęć dających nam przychody. Kolejną dobę spaliśmy w aucie.

Dzień po powrocie do LA znaleźliśmy mieszkanie w bardzo spokojnej dzielnicy na ulicy La Tuna Canion Rd. Właścicielką była Pani Irena, która była niesamowicie sympatyczną kobietą. Irena była samotną matką, miała chyba z 5 psów, królika i dwa konie. Od tego miejsca zaczęliśmy spokojne życie na kalifornijskim ranczo. Zaprzyjaźniliśmy się z Ireną, na śniadania codziennie jedliśmy świeże owoce – część prosto z drzew zrywaliśmy np. pomarańcza czy grejpfruty. My robiliśmy śniadanie, ona w zamian zabierała nas w miejsca, w które sami byśmy nigdy nie dotarli. Opowiadała nam o swojej rodzinie, pokazywała miejsca w LA związane z kulturą i ich tradycjami. Była ciekawa naszego europejskiego świata, dużo pytała o polskie tradycje.

Pewnego dnia Zabrała nas do bawarskiej restauracji, żebyśmy zjedli posiłek, który będzie podobny do polskiego jedzenia. Przemiła sytuacja, przemiłe wspomnienia… Jako, że nasza sytuacja zrobiła się stabilna to zaczęliśmy odkładać pieniądze. Chcieliśmy przeznaczyć je na podróż do Phenix – zobaczyć wioski Indian oraz gigantyczne kaktusy, które swoim kształtem przypominają ludzką posturę, następnie nad Wielki Kanion, później nad jezioro Taheo, San Francisco no i powrót do Los Angeles. Wyjazd planowaliśmy na drugi tydzień września.

I tu wielki niefart… daty nie pamiętam, ale było to ok. 25 sierpnia. Jechaliśmy jak co dzień do Hollywood do pracy superbohatera. Długo nie mogliśmy znaleźć miejsca, żeby zaparkować, w pewnym momencie zainteresował się nami policyjny radiowóz. I tu wydarzyło się coś co oglądam tylko w filmach… ja byłem kierowcą, policjant zaczął kontrolę dokumentów ( prawo jazdy, dokumenty samochodu oraz ubezpieczenia). Przyjechał drugi radiowóz, minęły z 10 minut, przyjechał trzeci i czwarty radiowóz, wszystkie na sygnałach świetlnych. Obok naszego auta, przy drzwiach Rafała stanął policjant trzymając prawą dłoń na broni. Stresowaliśmy się jak cholera i nie wiedzieliśmy o co chodzi, myślałem ,ze serce gardłem mi wyskoczy, chociaż nie mieliśmy nic na sumieniu. W pewnym momencie policjant zaprosił mnie do radiowozu. pokazał mi w komputerze, że samochód którym się poruszamy jest niezarejestrowany od 8 miesięcy. Mimo, że płaciliśmy za rejestrację właścicielowi to albo zapomniał w co nie wierzę, albo po prostu uznał, że małe szanse że nas będą kontrolować i chciał przytulić kwotę ok 300$.

Do tego policjant nie miał wystarczającej wiedzy a propos europejskiego dokumentu prawa jazdy i możliwości z niego wynikających. Nie pracowaliśmy w świetle prawa zarobkowo ( na umowę ) czyli byliśmy turystami. Policjant uznał inaczej i sprawa została skierowana do sądu, a auto zarekwirowane i lawetą przewiezione na parking policyjny… Niezły numer prawda ? Sam w to nie wierzyłem. Od tamtego czasu skończyliśmy pracę jako superboahterowie z prostych względów – brak mobilności.

Dwa tygodnie byczyliśmy się na ranczo, karmiliśmy konie, jedliśmy owoce, opalaliśmy się. Po prostu relaks. Irena bardzo nam pomogła w sprawie sądowej. Zaangażowała swoich znajomych, którzy nieodpłatnie przeanalizowali sprawę i doradzili jak się bronić. Sprawa zakończyła się mandatem za niezarejestrowany samochód, oddaleniem oskarżenia za brak kalifornijskich prawo jazdy.

Zapłaciłem 50 $ w sądowej kasie i byłem oczyszczony, mogłem spokojnie wyjechać i wrócić do USA. w Połowie września pożegnaliśmy się z Ireną, zawiozła nas na lotnisko, z łzami w oczach się rozstawaliśmy ponieważ w ciągu tego miesiąca z kawałkiem była dla nas jak rodzina, jak dobra ciocia.

Często wracam wspomnieniami i zastanawiam się co u niej, ale niestety nie mamy kontaktu…
Później tydzień spędziliśmy w Nowym Yorku. Zwiedziliśmy Central Park, byliśmy na Empire State Building, Wall Street i Time Square, ale było to za krótko, żeby poznać to miasto, za krótko, żeby je pokochać. Z Nowego Yorku wróciliśmy do Warszawy, następnie do Poznania.

Do tej pory, była to największa przygoda w moim życiu jeżeli chodzi o podróżowanie.
Ps. Auta z parkinu policyjnego nie odebraliśmy, nie wiemy co się z nim stało 🙂