‚Musimy żeglować czasem z wiatrem, czasem pod wiatr, ale żeglować, nie dryfować ani stawać na kotwicy’

Perspektywy, które dostrzegaliśmy w nowej lokalizacji oraz w nowym obiekcie okazały się fikcją, a nasz nowy początek w nowym miejscu stał się początkiem końca… dosłownego końca. Mój ojciec był bardzo honorowym człowiekiem, bardzo cenił sobie takie wartości jak uczciwość i rzetelność w biznesie.
Rzeczą priorytetową było dla niego spłacanie zobowiązania wobec byłego wspólnika, z którym byliśmy umówieni na comiesięczną kwotę wynikającą z jego udziałów. Okres letni 2012 przebiegł w miarę poprawnie, ale perspektywa zbliżającej się zimy była bardzo pesymistyczna ponieważ obroty w tym sektorze mocno spadają ze względu na dużo mniejszą liczbę wykonywanych prac przez firmy budowlane. Kroki jakie podejmowaliśmy nie przynosiły efektów.

W grudniu 2012 zdecydowaliśmy się zwolnić 2 pracowników co było potężnym ciosem dla mojego taty ponieważ był z nimi związany wiele lat i łączyły ich wieloletnie relacje, ale sam fakt zwolnienia kogoś był dla mojego ojca ostatecznością. Od tego momentu bardzo zamknął się w sobie. W pracy był pogodnym człowiekiem, ale w domu zamykał się w pokoju, żeby w samotności grać szachy na Kurniku. O sytuacji w sklepie nie chciał rozmawiać.

Tamta zima była handlową tragedią a wiosna 2013 to osobisty dramat mojego ojca którym nie chciał się głośno dzielić, wolał w samotności konsumować tą porażkę. Na początku kwietnia było – 6 stopni C a zima nie odpuszczała. Sklep nie przynosił zysków już kilka miesięcy, długi rosły w niesamowitym tempie. Żeby zarobić dodatkowe pieniądze jeździłem na kateringi. Dnia 25 kwietnia będąc na kateringu zadzwoniłem do mojego taty o godzinie 9:30 żeby zapytać co słychać i jak idzie w sklepie.

Nasza rozmowa wyglądała tak :

Ja: Cześć tata !
Tata: Cześć Przemek !
Ja: Co słychać, jak ruch w sklepie dzisiaj ?
Tata: Aaa takie pół-ruchy, o której wracasz ?
Ja: Powinienem być około 16:00 z powrotem.
Tata: No to do zobaczenia później.

To była nasza ostatnia rozmowa, już nigdy więcej nie usłyszałem głosu mojego ojca. 2 godziny później dostał rozległego zawału serca, został przewieziony na OIOM, gdzie kilka dni później 4 maja zmarł… Miał 58 lat.

Była to największa strata tak bliskiej mi osoby.
Nie potrafię opowiedzieć o tym co się dzieje w tym czasie w głowie człowieka.

Wspomnienia mieszają się z rozpaczą a w międzyczasie trzeba stać mocno na nogach.

Nadszedł dzień zimnej kalkulacji 150 000 złotych długów… i co dalej ?
W wieku 25 lat przyszło zmierzyć mi się w naprawdę mocnym wejściem w głęboką dorosłość.
W tym miejscu musiałem podjąć bardzo ważną i odpowiedzialną decyzję.

Moja mama w tym czasie zarabiała sporo poniżej średniej krajowej. Wiedziałem, że jeżeli nie wezmę odpowiedzialności za spłatę tych zobowiązań to prawdopodobnie komornik sprzeda majątek, żeby pokryć zadłużenia.

Na tak duże zadłużenie zebrały się następujące rzeczy :
– 53 tys dług wobec byłego wspólnika ojca
– 30 tys zaległy ZUS
– 50 tys kontrahenci
– 20 tys nieopłacony czynsz za lokal handlowy

W tym momencie musiałem przestawić swoje myślenie. Był to potężny problem, ale pierwsze od czego zacząłem to zmiana punktu spojrzenia na sprawę.

‚PROBLEM’ zmieniłem na ‚ Sytuacja wymagająca rozwiązania’. Zacząłem ustalać plan spłaty zobowiązań, który wydawał się nie mieć końca – serio, to było wtedy tak nierzeczywiste… W tym miejscu dodam, że 28 kwietnia jak mój tata leżał nieprzytomny w szpitalu to komornik sądowy zajął konto firmowe spółki na 20 tys zł.

Przyjąłem następującą strategię :
– zweryfikowałem na czym mogę obniżyć stałe miesięczne wydatki, pozmieniałem abonamenty za telefony, dogadałem się z właścicielem lokalu, że w miarę możliwości będę spłacał oraz, że obniży kwotę wynajmu lokalu
– częściej używać nóg, rzadziej samochodu
– podjąłem decyzję o bardzo restrykcyjnym zagospodarowaniu funduszy, z głównym naciskiem na spłaty
– stosować regułę małych kroków – jeżeli zostawały mi nawet małe kwoty to je rozdysponowywałem do wierzycieli. W ten sposób z małych kwot takich jak 50 / 100 zł robiła się w skali roku porządna kwota.
– nie zaciąganie nowych zobowiązań.
– w 2014 roku przebudowaliśmy oraz rozbudowaliśmy nieruchomość na naszym terenie prywatnym do którego przenieśliśmy sklep – oszczędności na wynajmie.
– przed każdą podróżą oferowałem miejsca w aucie na blablacar, dzięki czemu koszt paliwa był w większości pokryty przez pasażerów.

W tych postanowieniach najważniejsza była systematyczność oraz konsekwencja. Niczym maratończyk musiałem zachować tempo i przede wszystkim nie zatrzymywać się. Mniej więcej w tym czasie zacząłem spotykać się z moją (już aktualnie) żoną Asią, która bardzo pomagała mi mentalnie i wspierała w całej tej sytuacji…
Dni lecą, miesiące mijają. 48 miesięcy zaciskania pasa, że aż się czasem rzygać chciało… Bardzo dużo wyrzeczeń i stresów, ale również bardzo dużo pokory i nauki.

Jutro 4 maja 2017r. Równo 4 lata od śmierci mojego taty. Dziesiątki miesięcy wyrzeczeń przyniosły efekt w postaci spłaconych olbrzymich zobowiązań. Jest takie powiedzenie ” Kropla drąży skałę ” co oznacza, że kropelka jest bardzo mała i tak na prawdę jedna nie ma żadnego wpływu na twardą skale. Ale gdyby na jedno miejsce cały czas skraplała się woda mogłaby wydrążyć skałę. Mając nawet małe możliwości można dojść do celu ale musi być motywacja i wiara w to co się robi.
Zleciało wiele czasu, wiele wody w rzekach upłynęło ale nadszedł dzień, że zaczynam nowy rozdział w swoim życiu.

Wiem, że człowiek który odszedł z tego świata nie ma możliwości przeczytania tych słów,
ale gdybym mógł powiedzieć coś do mojego taty to rzekł bym :

‚ Tato, zadanie wykonane, śpij spokojnie’…